23:02

Najświętsza Bogurodzica w Ochrydzie, czyli nie pojedziemy oglądać Nauma

Najświętsza Bogurodzica w Ochrydzie, czyli nie pojedziemy oglądać Nauma

Odwiedziny Ochrydy nie mogą obyć się bez wizyty w cerkwi Mądrości Bożej, zdjęciu z Kaneo w tle oraz pogoni za białymi pawiami u świętego Nauma. A przynajmniej taki wniosek można wysnuć, przeglądając programy wycieczek fakultatywnych oraz programów zwiedzania.
Tymczasem Ochryda i jej okolice kryją dziesiątki cerkiewnych perełek – może nie po jednej na każdy dzień roku, co według podań oferowała jeszcze przed dwoma wiekami, ale i tak wystarczająco. Jedną z nich jest mijana bezwiednie przez setki turystów każdego dnia cerkiew Najświętszej Bogurodzicy i znajdującej się obok Galerii Ikon.


Fot. Crnorizec | Wikimedia Commons

Jeżeli chcielibyście zarazić kogoś macedońskim bakcylem, nie ma lepszego sposobu niż udział w obrządku wielkanocnym w którejś z tutejszych cerkwi w towarzystwie macedońskiego gospodarza. Atmosfera niepatetycznej zadumy oraz radości z rodzącego czy odradzającego się ponownie świata w niemożliwy do racjonalnego pojęcia sposób osiada na wargach, na opuszkach palców i powiekach. Być może mój zachwyt ukrytą zaraz za Górną Bramą cerkiewką bierze się z sentymentu i splotu wypadków, towarzyszącemu mojemu pierwszemu pobytowi w Ochrydzie. Przypadł on bowiem właśnie na czas Triduum Paschalnego.
Wielu Macedończyków nadal bezwzględnie przestrzega ścisłego postu, zabraniającego spożywania nie tylko mięsa i alkoholu, ale nawet nabiału i innych produktów odzwierzęcych. Najbardziej restrykcyjni w dniu Męki Pańskiej żywią się wyłącznie garścią orzechów i bakalii oraz owocami, które popijają wodą. Z tego względu Wielki Piątek powitał mnie ciszą. Na ochrydzkich ulicach panowały pustki, puste były też markety, a nawet restauracje i kawiarnie. Spacerując opustoszałymi zaułkami zabytkowej części Ochrydy byłam więc łatwym celem dla lokalnej telewizji.
Kiedy przyjaźnie uśmiechnięta, acz nieco znudzona reporterka zagadnęła mnie po macedońsku, wskazując jednocześnie na kamerę, zdębiałam, po czym niezdarnie wydukałam w jej rodzimym języku, że nie jestem stąd. Słysząc cierpiące, skaleczone zdania, dziennikarka wyprostowała się. Oczy jej zabłysnęły. Żywiołowo kiwając na operatora kamery, zarzuciła mnie gradem pytań – wciąż po macedońsku. Skąd jesteś? Dlaczego mówisz po macedońsku? Co tu robisz? Spędzasz Wielkanoc? Jak ci się tu podoba? Odpowiadając na każde z pytań do połowy i rozpoczynając następne, zapewniłam rozrywkę wszystkim oglądającym popołudniowe wydanie wiadomości. Podobno nawet nie zaangażowano lektora do tłumaczenia mojego macedońskiego na macedoński.
Gdy błyskawiczne przesłuchanie dobiegło końca, usatysfakcjonowana dziennikarka pociągnęła mnie za rękaw, najwyraźniej chcąc wynagrodzić mój ponadprzeciętny wysiłek intelektualny. Ponieważ materiał wymagał odpowiedniej oprawy wizualnej, telewizyjny duet skierował się do znajdującej się nieopodal galerii ikon, zapraszając mnie na zwiedzanie w gratisie.


Fot. Ava Babili 

Nie jest tajemnicą, że ikonopisarstwo to dziedzina sztuki, która budzi moje onieśmielenie, zachwyt, wzruszenie i podziw – naraz. Tak było i tym razem.
Kolekcja ikon w Ochrydzie uchodzi za najważniejszą w kraju i jedną z najcenniejszych kolekcji świata, obok ikon z klasztoru św. Katarzyny na Górze Synaj czy ikon z Góry Athos. 
O ikonach ochrydzkich świat usłyszał szerzej już na początku XIX wieku, jednak prawdziwy rozgłos zyskały one dzięki studiom rosyjskiego badacza Nicodima Kondakova, wielce zasłużonego zresztą dla Macedonii, a Ochrydy w szczególności. Wyniki jego badań, opublikowane w 1909 roku, służyły jako punkt wyjścia dla późniejszych zainteresowanych sztuką bizantyjską i postbizantyjską. Pierwsze prace konserwatorskie zainicjowano na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku, wówczas także po raz pierwszy wystawiono kolekcję na werandzie kościoła Najświętszej Bogurodzicy.

Budynek, w którym dziś znajduje się galeria, do czasów II wojny światowej służył głównie jako sala szkolna. Podczas okupacji bułgarskiej mieściła się tu biblioteka miejska, zaś po wojnie ochrydzki teatr wystawiał w sali swoje przedstawienia. Wreszcie, w latach 1981–1983, został zrekonstruowany i zrewitalizowany, przemieniając się w nowoczesną galerię ikon, w której najcenniejsze ikony z regionu Ochrydy prezentowane są jako stała wystawa. O wartości kolekcji niech zaświadczy fakt, że bez udziału choć jednego jej elementu nie ma prawa odbyć się żadna poważniejsza wystawa sztuki bizantyjskiej. Ochrydzka galeria udostępniała swoje dzieła na potrzeby wystaw m.in. w Paryżu, Tokio, Kioto, Watykanie, Rzymie, Padwie, Londynie, Utrechcie, a nawet Krakowie.
Moimi faworytami są ikony przedstawiające świętą Marinę. Zawsze zatrzymuję się też dłużej przy Janie Chrzcicielu i dość niezwykłym, bo odbiegającym trochę od rozpowszechnionego przez broszury turystyczne wizerunku św. Nauma.

Status jednodniowej gwiazdy wiadomości nie pozwolił mi niestety wejść do cerkwi Najświętszej Bogurodzicy, ponieważ wokół trwały właśnie prace konserwatorskie. Nie podejrzewałam, że wrócę tu wkrótce, ponownie jako gość specjalny, któremu pozwala się wsunąć nos za kulisy.

Historia cerkwi jest naprawdę zadziwiająca. Zgodnie z napisem na portalu nad wejściem, świątynia została wzniesiona w 1295 roku pod obecnym wezwaniem (Bogorodica Perivlepta – Przenajświętsza) przez bizantyjskiego dowódcę, kuzyna cesarza Andronika II Paleologa. Gdy dobrze znana turystom cerkiew Mądrości Bożej (błędnie nazywana świętą Zofią) została przez Turków zamieniona w meczet, jej funkcje głównej świątyni arcybiskupstwa ochrydzkiego przejęła Perivlepta. Potocznie zaczęto ją nazywać "małym świętym Klimentem" po tym, jak relikwie świętego patrona Macedonii przeniesiono z cerkwi św. Pantelejmona na Plaoszniku właśnie w pobliże Górnej Bramy, gdzie spoczywały do 2002 roku.
Cerkiew Najświętszej Bogurodzicy w Ochrydzie jest jednym z najcenniejszych zabytków sakralnych w Macedonii, ze względu na swoje walory architektoniczne oraz freski, dzieło Mihailo i Eutychiosa, wybitnych średniowiecznych malarzy, przedstawicieli rzadko spotykanego w tak dobrze zachowanej formie kierunku w sztuce bizantyjskiej – renesansu paleologów.

Fot. Jalme Perez

– Ta cerkiew to skarbiec, w znaczeniu dosłownym i metaforycznym. W XV wieku było tu Muzeum Arcybiskupie, a niedługo potem arcybiskup Prohor sprowadził do mieszczącej się przy cerkwi biblioteki dziesiątki słowiańskich manuskryptów. To prawdopodobnie najstarsza biblioteka na Bałkanach, niektóre z tych tekstów przetrwały do dziś! – entuzjazm, z jakim po ciasnym wnętrzu Perivlepty oprowadza profesor Zoran Tuntev, udziela się natychmiast. Cerkiew Najświętszej Bogurodzicy to jego oczko w głowie. – Ponad pół wieku temu konserwator Zdravko Blazic odsłonił fantastyczne freski z końca XIII wieku, do tamtej chwili przykryte warstwą kurzu, popiołu i wosku. Właściwie każdy dzień przynosi coś nowego. Przynajmniej dla mnie. Jestem tu tak często, a zachwyt nie opada, lecz rośnie przy każdej wizycie.

Profesor Zoran Tuntev, lokalny działacz społeczny, przewodnik turystyczny i wykładowca, a także właściciel jednej z bardziej urokliwych willi z kwaterami na wynajem w starej części Ochrydy wprowadza mnie w półmrok cerkwi. Półmrok, który zamierza rozwiać, aby wydobyć z ciemności kunszt mistrzów Mihaila i Eutychiusa. Podczas gdy on omawia z opiekunem świątyni, jak najlepiej przeprowadzić instalację oświetlenia, ja wodzę wzrokiem po postaciach na ścianach. Potężni święci wyglądają nie jak skromni mnisi, lecz wojowniczy rycerze Chrystusa. Dramatyczne przedstawienia figuralne odbiegają od szkolnego wyobrażenia statycznego, nudnego, choć monumentalnego malarstwa bizantyjskiego. Tutaj gesty i ruchy ciała są niemal odczuwalne; kiedy przechodzi się obok namalowanych postaci można wręcz poczuć poruszenie powietrza wywołane machnięciem ich dłoni albo usłyszeć szelest ubrań. Podobne wrażenie odniosłam także w cerkwi św. Pantelejmona w Nerezi niedaleko Skopje, tam tak silne emocje wyraża jednak jedno przedstawienie, podziwiane przez Giotta „Opłakiwanie Chrystusa”. W cerkwi Najświętszej Bogurodzicy autor fresków z bazyliki w Santa Croce znalazłby jeszcze więcej inspiracji.

Fot. Embassy of the United States in Skopje

Jakby tego było mało, po wizycie w Galerii Ikon i cerkwi Najświętszej Bogurodzicy wychodzi się na dziedziniec, z którego roztacza się zachwycający widok na miasto i jezioro. Najpiękniej jest tam tuż przed świtem, kiedy wstające słońce rozlewa się na dachach i po falującej tafli. Jeżeli zatem macie trochę czasu bądź przeciwnie – nie dysponujecie nim w nadmiarze, zamiast pędzić do zatłoczonego Nauma zwróćcie się do małego Klimenta. Tam czas się zatrzymał.

x

23:54

Wina macedońskie - poradnik niekonesera

Wina macedońskie - poradnik niekonesera

Jak wspominałam w poprzednim poście, macedońskie wina coraz śmielej podbijają rynki europejskie i światowe. Niestety w Polsce możliwość ich zdobycia jest bardzo ograniczona, ale już winoteki niemieckie oraz niektóre lepiej zaopatrzone czeskie rozbudowują współpracę z winnym bałkańskim krajem. Niniejszy wpis jest poświęcony najczęściej spotykanym szczepom winnym, uprawianym w Macedonii, oraz rodzajom wytwarzanego z nich wina.

Oficjalny spot z serii Macedonia Timeless promujący macedońską kulturę winną

Na początek dla przypomnienia: od czasów prywatyzacji po rozpadzie Jugosławii w Macedonii powstało wiele mniejszych, rodzinnych oraz większych, zatrudniających szeregi pracowników, winnic. Nawet te najmniejsze zwykle można zwiedzać, a najsłynniejsi producenci oferują na terenie swoich upraw noclegi, wycieczki turystyczne i oczywiście - degustacje. O winiarniach i winnych trasach będzie jednak kiedy indziej.
Bunar - orzeźwiający winny napój


Smederevka

Wiodącą odmianą winogron, jedną z najstarszych na Bałkanach, do produkcji win białych Smederevka. Wino wyprodukowane z jej owoców jest łagodne, podawane lekko schłodzone do przystawek, białych mięs i serów. Jest też składnikiem jednego z najpopularniejszych letnich drinków, szprycera. Do wina dolewa się wody sodowej lub Sprite'a i czeka na efekt orzeźwiająco-chłodzący. Istnieje jeszcze wersja z dodatkiem świeżych owoców - bunar. 



Temjanika

Z gron typu temjanika (nazwa szczepu pochodzi od zapachu przywodzącego na myśl tymianek) powstają aromatyczne, pikantne białe wina półwytrawne i deserowe. Intensywność wina sprawia, że często spożywane jest samo, poza posiłkami lub po nich. Najczęściej charakterystyczny ziołowy posmak równoważony jest delikatną owocową słodyczą. 

Zhilavka 
Zhilavka to rodzaj winogron, które ukradkiem podjadałam, spacerując z przewodnikiem po winnicy - są bardzo słodkie i soczyste, a wina z nich powstające mają piękny, żółto-zielony kolor. Ze względu na orzeźwiające właściwości i bogaty owocowy aromat polecany jest jako aperitif lub do przystawek z serami i owocami morza.


Kratoshija

Przy tej odmianie macedońscy koneserzy wzdychają, a ich wzrok biegnie gdzieś w dal. Ponoć jest to grono, które w czasach antycznych wysyłano je w amforach do patrycjuszy nawet do samego Rzymu!
Wina są wytrawne, ciemnoczerwone i średnio mocne, serwowane z grillowanym mięsem albo kozim, pikantnym serem.

Piękne, ciężkie grono endemicznej odmiany stanushina. www.essedra.com


Stanushina

Chyba jedyne endemiczne grono w Macedonii. Odmiana prawie wyginęła, jednak nie z powodu plagi czy epidemii, lecz... w wyniku ignorancji miejscowych!
Wina mają ciemnoróżowy kolor i lekko truskawkowy aromat. Aby podkreślić ich macedoński charakter podaje się je z sarmą, nadziewanymi paprykami lub... tavče gravče, oczywiście!


Vranec

Bezsprzecznie najważniejsza odmiana czerwonych gron w Macedonii, otoczona legendami, symboliką i pieczołowitą opieką. Słowo "vranec" oznacza czarnego, dzikiego rumaka i tak też reklamowane są wina z tej odmiany: dla silnych, zdecydowanych ludzi sukcesu. Vranec bywa określany czarnym winem Macedonii ze względu na bardzo intensywny, rubinowy wręcz kolor. Owocowy aromat czarnych i czerwonych owoców często jest balansowany dodatkiem karmelu lub czekolady. Są to raczej mocne wina, nawet do 17-18% alkoholu.

Najsłynniejsze bodaj macedońskie wino: T'ga za jug to właśnie vranac. I jedna z najpopularniejszych pamiątek spożywczych przywożonych po urlopie!

Słynny vranec

A teraz najistotniejsze pytanie: gdzie w Polsce dostać macedońskie wina?
Wszelkie internetowe winoteki, które skrzętnie przeszukałam przed pracą nad tym wpisem, oznaczają winne macedońskie produkty jako niedostępne. Od czasu do czasu przy odrobinie szczęścia pojawiają się pojedyncze sztuki. Na urodzinową niespodziankę udało mi się kiedyś złapać tikveskiego Vranca u TiM wino, w ofercie mają również popularną Smederevkę. Jednak najbogatszą dotąd ofertę, która sprawiła, że poczułam się jak w dziale z alkoholami w Tinexie, Kam czy Vero, ma Dar Wina. Wina w ofercie pochodzą co prawda tylko z winnicy Popova Kula, jednak szeroki wybór sprawia, że można spróbować i win stricte macedońskich, i mieszanek. Może współpraca z innymi winnicami jest w planie?

A na zakończenie - jedna z licznych macedońskich folklorystycznych pieśni o winie!


21:47

Walentynkowa alternatywa, czyli o macedońskich winach

Walentynkowa alternatywa, czyli o macedońskich winach
Kielichy wina w dłoń! Przedstawiam alternatywę świąteczną na 14 lutego - święto wina w dniu świętego Tryfona!


Święty Tryfon to patron winnic i wina. 14 lutego w Bułgarii, Macedonii i Serbii uznawany jest za symboliczny początek wiosny, dzień, w którym śnieg zaczyna topnieć, a właściciele winnic podcinają swoje drzewka. Tego dnia również dobrzy gospodarze powinni poczęstować swoich gości winem, najlepiej domowej produkcji, by zapewnić sobie urodzaj i pomyślność.
Wybierając się do Macedonii dobrze jest wcześniej zapoznać się z opiniami na temat lokalnego wina. Republika Macedonii bowiem jest nieodkrytą skarbnicą winną; niektórzy przewodnicy twierdzą nawet, że dom, w którym nie ma butelki wina w piwniczce, jest wybrakowany, a wiele rodzin produkuje wino na własne potrzeby. Tajemnicą smaku macedońskich win jest słońce, klimat oraz warunki geograficzne i gleba, które szczególnie w środkowej Macedonii nadają aromatu każdej z kiści winogron.

Obchody dnia św. Tryfona w okolicach Kavadarci

Długą tradycję uprawy winorośli na tych terenach poświadczają znaleziska archeologiczne, a także starożytne i średniowieczne kroniki, poświadczające istnienie tej gałęzi rolnictwa już 4000 lat temu. Oczywiście, smakoszami macedońskich win byli Filip II Macedoński i Aleksander Wielki. W czasach panowania Imperium Rzymskiego amfory ze szkarłatnym napojem przewożone były od Salonik do Durrës, najsłynniejszym szlakiem handlowym przebiegającym przez Macedonię, Via Egnatia.


Wino dla wierzących i praktykujących prawosławnych Macedończyków pełni również funkcję obrzędową - o czym zresztą świadczy tak chętnie i skrupulatnie obchodzone święto patrona winiarzy, Tryfona. Wino wszak jest symbolem krwi Chrystusa oraz zmartwychwstania i życia wiecznego. Do dziś w wielu macedońskich klasztorach mnisi i mniszki uprawiają winorośl i produkują wino i rakiję, chętnie częstując nimi pielgrzymów. Nadal jednak receptura na leżakujący w klasztornych beczkach trunek jest objęta ścisłą tajemnicą.

Trzy regiony winne Macedonii - zachodni Polog-Pelagonia, centralny doliny rzeki Vardar oraz wschodni Osogovo

Jedna z największych (według niektórych źródeł - największa) winnica w Europie Południowo-Wschodniej powstała w 1885 roku i funkcjonuje do czasów współczesnych, mim przejściowego upadku w dobie międzywojennej. Jest to słynna winiarnia Tikveš. W czasach byłej Jugosławii Macedonia była głównym producentem wina (pokrywała 2/3 produkcji jugosłowiańskiej!). Po ogłoszeniu niepodległości państwowa produkcja przeszła ponownie w ręce prywatne, a współcześnie w Macedonii działa kilkadziesiąt drobnych rodzinnych winnic i kilka większych producentów.

Jedno z najsłynniejszych i najlepszych czerwonych win macedońskich - T'ga za Jug!

Wino jest drugim najważniejszym produktem eksportowym Macedonii, zaraz po tytoniu. Cały region, szczególnie Macedonia środkowa - dolina rzeki Vardar - uznawany jest za idealny do uprawy najwyższej jakości czerwonych winogron. W produkcji zakazane jest dodawanie cukru. Liczby robią wrażenie: mimo tak małej powierzchni kraju, Macedonia jest 25 na liście największych producentów win na świecie (120 milionów litrów rocznie, 300 tysięcy ton zebranych gron). Oblicza się, że każdy Macedończyk rocznie spożywa około dziesięciu litrów wina, ale zaledwie 15% produkowanych win trafia na lokalny rynek, reszta jest eksportowana. Najwięcej butelkowanych win trafia do Chorwacji, Serbii i Słowenii, natomiast beczkowane wina cieszą podniebienia... Niemców (prawie połowa wyprodukowanych beczek!). Pół procenta importuje również Polska.


A teraz zaostrzę Wasz apetyt i zaktywizuję: jeżeli chcielibyście dowiedzieć się więcej o lokalnych winach, winoroślach, o tym, gdzie i co zwiedzać, ale także jak w Polsce dostać macedońskie wino - dajcie znać w komentarzach na blogu lub na Facebooku!

17:49

Z Macedonii do Albanii - czy to ma sens?

Z Macedonii do Albanii - czy to ma sens?


Po co i jak dostać się z Macedonii do Albanii?
Dzięki badaniom terenowym, wyjazdowi na wymianę studencką oraz związaniu się zawodowo z Albanią i Macedonią poprzez specyficzny sektor, jakim jest turystyka, mam okazję obcować z przeróżnymi warstwami społecznymi w obu krajach. Prywatnie często szukam odpowiedzi na rodzące się w mojej głowie problemy, dotyczące zwykle bardzo przyziemnych, pozornie, spraw. Nadal za najtrudniejsze pytanie uznaję, czy wolę Albanię, czy Macedonię. Stąd bezpardonowe ataki na oba kraje uderzają i we mnie. A z podwójną mocą te, które szerzą hejt na jedną z tych narodowości w imię rzekomej obrony drugiej. 
Mozaika z albańskimi motywami w centrum Skopje
Bezpośrednią przyczyną powstania tego wpisu była dyskusja, która stoczyła się na fanpage'u niniejszego bloga. Parę osób wyraziło opinię na temat Albanii jako kraju przereklamowanego, brudnego, nieciekawego, niewartego uwagi. To stanowisko skrajnie odmienne od mojego, ale niestety dość rozpowszechnionego, zwłaszcza wśród zwolenników Macedonii. Na szczęście nie doszło do szkalowania samych Albańczyków, co nie jest zjawiskiem rzadkim. Niestety, narracja medialna i turystyczna sprawia, że odwiedzający dany kraj nieświadomie nawet nakładają miejscowe okulary, wyrabiając sobie opinię na tematy delikatne i wrażliwe. Ten sam problem można obserwować w przypadku Serbii i Kosowa.

Albańczycy są największą mniejszością narodową w Macedonii. Niezależnie od tego, czy grupa ta liczy 20 czy 30% społeczeństwa, wpływali oni, wpływają i prawdopodobnie będą wpływać na jego kształt. Nie chcę w tej chwili pochylać się nad politycznymi przepychankami wokół albańskich obywatelskich praw i obowiązków w Republice Macedonii. Chciałabym przekonać turystów, docierających do różnych zakątków Bałkanów, że pogodzenie Albanii i Macedonii jest nie tylko możliwe, lecz w pełni uzasadnione.
Pierścień albańskich wsi wokół Vevcani 

„Historia obfituje w przykłady takiej współpracy, a tureckie i rosyjskie archiwa zawierają dane (pośrednie i bezpośrednie) działalności albańskich tajnych organizacji rewolucyjnych i współpracy z macedońskimi organizacjami rewolucyjnymi i pojedynczymi rewolucjonistami.
Zacznijmy od przywołania przełomowego wydarzenia, jakim było utworzenie albańsko-macedońskiej Ligi w 1887 roku i dwóch deklaracji z 1889 i 1902 roku. Stanowisko Ligi, wspierające powstanie zjednoczonej Macedonii i zjednoczonej Albanii (z Kosowem i Czamerią), oddzielonych wspólną granicą, świadczy o dojrzałości współpracy i zostało oficjalnie ogłoszone na spotkaniu w Tiranie w 1921 roku (…). Interesującym faktem jest, że ówczesne mapy Zjednoczonej Albanii nie obejmowały macedońskich ziem. (…)
Stojan Vezenkov i Sali Marku w Debarze w 1867 roku podpisali porozumienie o gromadzeniu funduszy i broni w celu przygotowania wspólnej rebelii skierowanej przeciw Turkom. (…) W tym samym czasie [pod koniec XIX wieku] Liga Albańska sprzeciwiła się wysyłaniu Albańczyków jako rekrutów (czego żądali urzędnicy osmańscy) do wzmocnienia tureckiej armii, zwalczającej macedońskie oddziały partyzanckie w południowej Macedonii (o czym świadczą dokumenty z 1881 roku). Wtedy też Mihail Gremeno i Shefqet Agolli popierali kooperację w regionie jedynie z VMRO i Arumunami, rekrutując partyzantów do wspólnych oddziałów. (…) Na kongresie w Elbasanie w 1910 roku tajne komitety albańskie ponownie zdecydowały o wyłącznej kooperacji z macedońskimi organizacjami (porozumienie zostało zawarte na późniejszym spotkaniu w Debarze, w mieszkaniu Kenana Daciego). (…)
[Po 1945 roku] Macedończycy obrali inną drogę i zapomnieli o stuleciach współpracy, spoglądając na Albańczyków przez „serbskie okulary”. Historia relacji serbsko-albańskich obfituje w konflikty, lecz nie jest to część historii Macedonii. Napięcia pomiędzy Albańczykami i Macedończykami zrodziły się w ramach Jugosławii i natychmiast po ogłoszeniu niepodległości przez Macedonię”

Pomnik poświęcony poległym podczas IIWŚ Albańczykom, okolice Ochrydy 
Problemem Macedonii nie jest zapominanie o jej wielokulturowości, lecz traktowanie jej instrumentalnie bądź przedstawianie jej jako elementu przeszłości. Rządowe organizacje promocyjne oraz lokalne biura podróży czerpią garściami z folkloru, zapraszają na etniczne festiwale, dystrybuują zdjęcia i nagrania dzieci i dorosłych poprzebieranych w stroje wołoskie, albańskie, tureckie. Ale jest to działanie najwyraźniej wyłącznie marketingowe, jak zauważa w rozmowie ze mną przewodnik i wykładowca, profesor Zoran Tuntev:

- Tradycyjne tańce i pieśni, festiwale, na których urocze dzieci poprzebierane są w lokalne stroje... i właśnie „poprzebierane” jest słowem kluczem. My się nie ubieramy. Przebieramy się i nie idzie za tym żadna refleksja. Festiwal mija, a my zapominamy, że Macedończyk to nie tylko Jovano Jovanke, tavče gravče i teškoto. Że na macedońską mozaikę składają się Albańczycy, Torbesze, Arumuni, Romowie, mniejszość serbska i turecka.

Większość muzułmanów w Macedonii stanowią Albańczycy. Na terytorium Republiki islam powszechnie kojarzony jest z narodowością albańską, chociaż sama Albania charakteryzuje się wielością tradycji religijnych. Przedmiotem swoistej walki o rząd dusz między prawosławnymi Macedończykami a albańskimi wyznawcami islamu są tzw. Zislamizowani Macedończycy, czyli Torbeše. To jedna z grup etnicznych, obok Goranów czy Pomaków, ukształtowana przez specyficzną wolność religijną w Imperium Osmańskim. W skrócie są to Słowianie, posługujący się językiem macedońskim, którzy w czasach osmańskich dokonali konwersji z prawosławia na islam – według Macedończyków pozornego, według Albańczyków ze szczerej wiary i chęci.

Społeczność muzułmańska wydaje się marginalizowana, nie tylko w życiu codziennym, ale także w materiałach promocyjnych czy programach wycieczek. Muzułmańskie zabytki omawiane są zwykle w kontekście historycznym, jako relikt przeszłości. Żądania mniejszości albańskiej o uwzględnienie jej bohaterów w ramach projektu Skopje 2014 spotykały się z odmową, tłumaczoną faktem, że zostali oni już wystarczająco uhonorowani pomnikiem Skanderbega oraz Domem Pamięci Matki Teresy w centrum Skopje. Ostatecznie rząd wyraził zgodę na postawienie trzech pomników do końca 2012 roku, lecz ku oburzeniu strony albańskiej realizacja obietnicy była pod różnymi pretekstami oddalana. Wreszcie, 23 maja 2016 roku w Skopje, w dzielnicy Centar, niespodziewanie pojawiły się dwa z trzech zapowiadanych. Za wielki sukces część albańskiej społeczności uznaje remont Placu Skanderbega, który ozdobiły mozaiki prezentujące albańskich bohaterów oraz herby albańskich miast.


Mimo wszystko nadal część macedońskich przewodników nabiera wody w usta, gdy zapytać o Skanderbega, Macedończycy niechętnie wyrażają się też o „albańskich miastach” jak Tetovo, Gostivar czy Debar, chociaż mają one niebagatelny potencjał turystyczny, zwłaszcza pierwsze z wyżej wymienionych. Zainteresowanych tym problemem odsyłam do fantastycznej publikacji Karoliny Bielenin-Lenczowskiej, Spaghetti z ajwarem, z której pochodzi poniższy cytat:

„Macedończycy zapominają, że wszystkie chrześcijańskie świątynie były dawniej pogańskie. I wszystkie kościoły w Macedonii są zarówno ich, jak i nasze, albańskie. (…) Naumjest świątynią albańską, vlaszką i słowiańską, służy Albańczykom i Vlachom, którzy ją budowali, i Słowianom, którzy żyli w jej pobliżu. (…) Największym problemem jest to, że Macedończycy nacjonalizują kościoły. Z tego powodu są te wszystkie konflikty pomiędzy Kościołem macedońskim, serbskim i bułgarskim”
To, co zachwyca mnie w Macedonii, to właśnie jej mozaika. Miejscowość Makedonski Brod w środkowej Macedonii zamieszkana jest przez prawosławnych, alewitów, sunnitów i bektaszytów, a miejscową świątynię wypełniają obok ikon inskrypcje z Koranu. Różnowiercy korzystają z niej wspólnie – i nie dochodzi na tym tle do konfliktów. Żyjący od pokoleń na obecnych terytoriach Republiki Macedonii Albańczycy dzielą ze słowiańskimi sąsiadami doświadczenia historyczne, a osobistości pochodzenia albańskiego wniosły znaczy wkład do pobudzenia kulturalno-politycznego w okresie przedilindeńskim. W Muzeum Macedońskiej Walki o Niepodległość znalazło się miejsce dla poety i reformatora albańskiego alfabetu, Naima Frashëriego czy Ibrahima Temo, urodzonego w Strudze pisarza albańskiego pochodzenia, a nawet Hasana Prištiny, albańskiego działacza narodowego, uczestnika rewolucji młodotureckiej, członka rządu Ismaila Qemala po 1912 roku, a w młodości urzędnika w Skopje. Ljubomir Frčkoski rozwija temat albańsko-macedońskiej współpracy, określając ją jako „historię ukrytą”.

Przy okazji badań terenowych rozmawiałam ze studentami pedagogiki i turystyki, którzy wskazywali na ogromny problem, jakim jest izolowanie dzieci różnego pochodzenia etnicznego. Doszliśmy jednogłośnie do wniosku, że organizacja wycieczek szkolnych, zwłaszcza włączających rodziców, mogłaby stać się zalążkiem budowy wzajemnego zaufania i zainteresowania. Turystyka rozbudza ciekawość i inspiruje, pozwala też na przełamywanie stereotypów. Dlatego właśnie jestem orędownikiem turystyki otwartej. Dlatego zachęcam do połączenia Macedonii z Albanią – nie poprzez akces terytorialny, lecz kulturową trasą turystyczną.

JAK DOSTAĆ SIĘ Z MACEDONII DO ALBANII?

Co zaskakujące, nie ma bezpośredniego połączenia lotniczego ze Skopje do Tirany. Tanie linie obsługują przelot z... przesiadką w Budapeszcie, a tureckie linie lotnicze proponują podróż przez Istambuł.

Lotów brak, ale dziesiątki przewoźników oferują atrakcyjne przejazdy do różnych miejscowości w Albanii. Ze Skopje wraz z Vardar Express można dotrzeć do Durres, Tirany, Vlory, Sarandy i Ksamilu - odjazdy w przypadku dwóch pierwszych dwa razy dziennie, w dalszych w nieparzyste dni tygodnia. Do tych samych miejscowości przejazd zapewniają liczne inne kompanie. Każda miejscowość zamieszkiwana przez duży odsetek Albańczyków ma stałe połączenie z zachodnim sąsiadem Macedonii (Tetovo, Gostivar, Debar, Struga). Koszt przejazdu w jedną stronę ze Skopje do Tirany wynosi 25-30 euro, ze Strugi/Ochrydy 12-20 euro.

Trzeba liczyć się z częstymi przesiadkami na trasie, ale bez obaw - kierowcy w pełni kontrolują sytuację! Podróż trwa około sześciu godzin (odpowiednio dłużej w przypadku podróży do Vlory i Sarandy) z przerwami na posiłek w sprawdzonych przez kierowcę miejscach.

19:30

Macedońska wiza, cz. 2 - Windą na dziewiąte

Macedońska wiza, cz. 2 - Windą na dziewiąte
Po wielu godzinach bezowocnych poszukiwań w Internecie, głuchych telefonów do Ambasady, po gorączkowym gromadzeniu dokumentów i wreszcie – po wyprawie do stolicy i złożeniu wniosku o wizę pozostało czekać. Przecież nic się nie może złego wydarzyć, jeszcze miesiąc do wyjazdu, a ambasador zapewniał, że papiery są w porządku…

Każdy, kto stara się o macedońską wizę, powinien dać sobie margines błędu w kalkulacji. A potem jeszcze dwukrotnie go poszerzyć.
Przede wszystkim należy pamiętać wiza musi być odebrana osobiście. Nie oznacza to, że niewyrobienie wizy na czas zamknie przed nami macedońską granicę. Jednak naszym obowiązkiem jest jak najszybsze potwierdzenie swojego statusu, bowiem przebywanie w Macedonii w celach innych niż turystyczne bez pozwolenia na pobyt jest nielegalne. Dlatego po złożeniu papierów dobrze jest upierdliwie przypominać o sobie w Ambasadzie.

Ja zainteresowałam się postępem mojej procedury wizowej po dwóch tygodniach od audiencji w Warszawie. Był sierpień, miesiąc urlopowy, nikt nie odbierał telefonów, dlatego odpowiedź na zapytanie otrzymałam po paru dniach drogą mailową.
Okazało się, że o mojej wizie… zapomniano.
 
Wiza w paszporcie prezentuje się tak
Pierwszą reakcją była panika. No bo skoro jeszcze procedury nie rozpoczęto, a jej przeprowadzenie trwa do miesiąca o ile nie więcej, to wszystkie moje kalkulacje biorą w łeb. Sięgnęłam po większy kaliber – napisałam bezpośrednio do macedońskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Nie mam pojęcia czy ktokolwiek zainteresował się moją wiadomością, ale już po trzech dniach odebrałam telefon z Ambasady z zaproszeniem do odebrania wizy.

Odwiedziny w Ambasadzie nie są może szczególnym przykładem macedońskiej gościnności. W większości przypadków zostaniemy wpuszczeni na teren placówki, która jest jednocześnie zwykłym domem mieszkalnym. Po powitaniu przez jednego z pracowników i przejęciu przez niego dokumentów lub paszportu zajmiemy miejsce w nieco klaustrofobicznym przedsionku. Jeżeli oczekujemy na wizę, po kilkunastu minutach otrzymamy paszport z wizą wdrukowaną wewnątrz. Na tym zakończy się wizyta.
Ale to nie koniec okołowizowych przygód.

Po triumfalnym przybyciu do Macedonii, zakwaterowaniu w akademiku/na stancji/w prywatnym mieszkaniu kolejnym obowiązkiem jest meldunek. Chociaż teoretycznie potrzebny jest wyłącznie paszport i znajomość dokładnego adresu zamieszkania (co wcale nie jest takie oczywiste – do tej pory nie wiem, dlaczego moje mieszkanie widniało pod adresem Bagdadska, choć znajdowało się przy Ankarskiej, a Bagdadską mijałam w drodze na przystanek), warto mieć dokument potwierdzający miejsce zamieszkania. Może to być potwierdzenie od uczelni o przyznaniu miejsca w akademiku, może być umowa z właścicielem mieszkania, a najlepiej właściciel we własnej osobie. Mnie we wszystkim pomógł Goran, mój współlokator i właściciel mieszkania, który podwiózł mnie na komisariat policji (przypominającego nieco zapomniane, małe przejścia graniczne z dala od głównych dróg) i wyraźnie znudzonemu Albańczykowi wcisnął plik papierów. Biedny policjant, który sprawiał wrażenie, jakby rozumiał z wartko płynącego macedońskiego mojego kompana niewiele więcej niż ja, po chwili podał mi świstek papieru do wypełnienia. Następnie podsunął mi książkę meldunkową i nakazał się wpisać. Kiedy skończyłam, przybił pieczątkę, po czym dłuższą chwilę przyglądał się świstkowi. „Kiedy wyjeżdżasz?” – zapytał nagle. Gdy udzieliłam odpowiedzi, poprosił o wpisanie daty w rubryce „wymeldowana dnia” i znów przybił pieczątkę. Tym sposobem wymeldowałam się na zapas.
 
Ściąga - jak wypełniać druczek meldunkowy


UWAGA – obowiązek meldunkowy obejmuje również dłuższy niż dobę pobyt turystyczny. Jeżeli korzystamy z usług hotelu, zameldowaniem gościa zajmuje się obsługa. Natomiast jeżeli korzystamy z prywatnych kwater, warto upewnić się czy goszczący nas pamięta o swojej powinności. Celnicy przy przekraczaniu granicy coraz częściej pytają o meldunek, a za jego brak grozi mandat w wysokości do 500 euro, a nawet czasowy zakaz wjazdu do Macedonii.

Ostatnim etapem zalegalizowania bytności w Macedonii jest zdobycie pozwolenia na pobyt tymczasowy. W tym celu musimy udać się do byłej siedziby Macedońskiego Radia i Telewizji, kilkunastopiętrowego kolosa, w którym, dam głowę, poukrywane są przejścia do równoległych wymiarów.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych mieści się na dziewiątym piętrze, na które teoretycznie najłatwiej dostać się windą. Mechanizmu jej działania nie odkryłam do dziś. Najlepiej uzbroić się w cierpliwość, wcisnąć interesujący nas przycisk, a przy każdym zatrzymaniu wychylać głowę z dźwigu i zerkać na numer piętra. Po parokrotnym przewiezieniu w górę i w dół w końcu dostaniemy się na swoje.
Na piętrze zwykle panuje ścisk i trudno zorientować się, w której kolejce należy stanąć. Większość interesantów to Albańczycy i Turcy, nie brakuje jednak wolontariuszy z całego świata. Teoretycznie każde biuro obsługuje inną wizę (wolontariacką, pracowniczą, studencką), o czym informują tabliczki przy drzwiach. Jednak tak jak nigdy nie można być pewnym rzeczywistych godzin pracy urzędników, tak zawsze lepiej zapytać, czy pani Jovanka przyjmuje pod piątką czy może dwójką.
Strategia na nieporadną blondynkę w moim wypadku zaowocowała przepuszczeniem w kolejce oraz niemal za rączkę zaprowadzeniem do odpowiedniego gabinetu. Tam dostałam plik dokumentów do wypełnienia – identycznych z tymi składanymi w macedońskiej Ambasadzie w Warszawie. Podczas wypełniania nagle jedna z urzędniczek poprosiła żebym odsunęła się od biurka i odwróciła. Zanim się zorientowałam zostało wykonane zdjęcie i mogłam wypełniać papiery dalej.
Przy wyjściu z gabinetu urzędniczka informuje mnie, że muszę jeszcze uiścić opłatę za wydanie tymczasowego dowodu i po około miesiącu wrócić po odbiór rzeczonego dokumentu oraz pieczątkę w paszporcie z pozwoleniem na pobyt. Przy wejściu do windy inny urzędnik poleca mi wrócić po dwóch tygodniach, a opłatę uiścić na miejscu – przy czym podaje inną kwotę. Przy wyjściu z budynku pytam jeszcze urzędniczkę, która pomogła mi odnaleźć właściwy gabinet, jak to właściwie jest z opłatą i czasem oczekiwania. Ta zamyśla się, po czym stwierdza, że mam wrócić po miesiącu, zapłacić przy odbiorze i… podaje jeszcze inną kwotę.
 
Nieco przytłaczająca była siedziba Macedońskiego Radia i Telewizji
Nie wiem, jak wyszłam na zrobionym z zaskoczenia zdjęciu, ponieważ kiedy po trzech tygodniach pojawiłam się ponownie na dziewiątym piętrze, pieczątkę otrzymałam, ale dowodu nie było. Urzędnik nie przejął się brakiem w najmniejszym stopniu, a gdy chciałam uiścić opłatę za procedurę, pokręcił głową. Na koniec zapisał swój numer, w razie gdybym potrzebowała kiedyś pomocy.
Dowód spróbowałam odebrać jeszcze raz, dwa tygodnie później. Urzędniczka, która robiła mi wcześniej zdjęcie, pokręciła głową; ma zapisane, że dowód wydano po przybiciu pieczątki w paszporcie.


Ani o pozwolenie na pobyt, ani o dowód osobisty nigdy nie byłam proszona. Natomiast wiza kilkukrotnie okazała się przydatna (również po zakończeniu wymiany; macedońscy celnicy po okazaniu nieaktualnej wizy w paszporcie pilota jakoś chętniej przepuszczali moje grupy turystyczne). Osoby, które sądzą, że uda się ominąć przepis, wjeżdżając do Macedonii na paszport i opuszczając go na dowód, wyprowadzam z błędu – nie ryzykujcie. Każde przekroczenie granicy jest rejestrowane w systemie. Jeżeli nie chcecie mieć problemów, a planujecie pobyt przekraczający 90 dni, załatwcie wizę. Bo możecie utknąć na dłużej.
Copyright © 2016 Are you fyrom? , Blogger